Znów Chris Rea na tapecie. Pomyślicie, że mam jakąś obsesję, a ja po prostu nie mogę wyjść z podziwu dla człowieka, jego pasji i umiejętności przełożenia tej pasji na prawdziwą, żywą muzykę. O tym, jak bardzo naturalne i prawdziwe jest szaleństwo twórcze Chrisa mogłem przekonać się w ubiegłą niedzielę. Spędziłem z artystą prawie godzinę, gawędząc o albumie „Blue Guitars” (Edel). Na ile była to hermetyczna rozmowa bluesfana z bluesguru zainteresowani będą mogli się przekonać, bo utrwaliłem ten dialog nowoczesną techniką nagraniową bezpośrednio na „twardziaku mojego laptoka” (jestem ziomo z branży!) i wypuszczę jej obszerne fragmenty na różnych platformach.
Nie będę więc opisywał meandrów naszej pogawędki a rzucę parę refleksji na okoliczność funkcjonowania artysty, w tradycyjnym tego słowa rozumieniu, we współczesnym przemyśle rozrywkowym. Dziewięć lat temu spotkałem Chrisa R. w austriackiej głuszy, gdzie miała miejsce branżowa premiera jego filmu „La Passione”. Nie rozmawialiśmy wówczas o jego miłości do ferrari ale właśnie o bluesie. Zapytałem czy ma w planie bluesową płytę. Popatrzył na mnie smutno i jeszcze smutniej powiedział, że wielka światowa firma płytowa, z którą był wówczas związany, absolutnie sobie tego nie życzy. Ale już wtedy widziałem, że bluesowa bania musi pęknąć. Pękła do tego stopnia, że zmienił wytwórnię na mniejszą, pozostawiając gigantowi gestię dystrybucyjną. O ile wierzyć managerowi CR jego pierwsza czysto bluesowa płyta „Stony Road” (Edel, 2002) sprzedała się lepiej, niż poprzednia „popowa”. Ten casus obala przynajmniej dwa pewniki, którymi kierują się mędrcy sterujący przemysłem fonograficznym: nieomylność dyrektorów A&R i niekomercyjność bluesa. Oczywiście nie chcę przez to sugerować, żeby natychmiast zwolnić speców od repertuaru i pozostawić artystom całkowicie wolną rękę ani też wmawiać wydawcom, że bluesowe albumy poprawią ich budżety. To, co udało się Chrisowi przemawia jednak za tym, że czasem warto zaryzykować i zawierzyć artyście, nawet, jeżeli jego pomysły wydają się być szalone.
Jan Chojnacki