Archive for Styczeń, 2006

NOWA RAMÓWKA RADIA BAOBAB

W związku ze zbliżającą się wiosną postanowiliśmy odśnieżyć nieco ramówkę, i oto co się pokazało:
- zupełnie nowa Mañana Nueva, w której Jan z Wojciechem wspominają niezapomniany rok 1965
- karnawałowy Baobab Party Mix czyli wiązanka tradycyjnych fokstrotów
oraz
„KONDRAT CON VINO” czyli Marek Kondrat z Wojciechem o winie przy dźwiękach ładnych piosenek.
Dalsze nowości nastąpią, jak tylko odejdą wody.

Pozdrówka
Jan Chojnacki

PS: Nie dostałeś nowej ramówki – pisz reklamację: baobab@it.com.pl

BLUES CORNER 127

Początek nowego roku zawsze kusi próbą podsumowania poprzedniego. Chciałem i ja zabawić się w ten sposób z sąsiadem równolatkiem, który jednakowoż wybił mi ten pomysł z głowy. I słusznie, bo pewnie młodsi i zdolniejsi od nas redaktorzy zrobią to znacznie lepiej i z większym wdziękiem. Ponieważ jednak bawić się lubimy postanowiłem wykonać czynność zasiębierną i sprawdzić w poważnych źródłach, jak wypadały posumowania lat „popiątnych” (czyli 2005 minus dziesięć lub dziesięciu wielokrotność) w przeszłości. I znów wyszło na to, że kiedyś to się działo a teraz to raczej kaszanka.
Bo w takim na przykład 1955 roku zaczęło się na dobre coś, co wywróciło porządek świata w dziedzinie kultury popularnej a zwłaszcza w muzyce. „The Blues Had a Baby and They Named The Baby Rock and Roll”, jak słusznie podsumował to później Muddy Waters („Hard Again”, Blue Sky 1976). To właśnie w 1955 roku powstało kilka piosenek, które zostały włączone do grona najbardziej znaczących utworów wszechczasów Rock and Roll Hall of Fame: “Ain't That a Shame” w wykonaniu Fatsa Domino, “Mannish Boy” Muddy'ego Watersa, “Maybellene” Chucka Berry'ego i przede wszystkim “Rock Around the Clock” w wykonaniu Billa Haleya and the Comets.
Dziesięć lat później epicentrum przeniosło się do Wielkiej Brytanii, ale też się nieźle trzęsło. The Who dali młodym manifest w postaci „My Generation”, The Beatles zrealizowali „Help” i „Rubber Soul” a wulkan The Rolling Stones eksplodował nieśmiertelnym „(I Can7#39t Get No) Satisfaction”. Jeżeli dodamy do tego dochodzące zza Atlantyku wybuchy, jak chociażby „Like A Rolling Stone” Dylana czy „Respect” Otisa Reddinga to otrzymamy obraz pozwalający zakwalifikować 1965 do grona lat niezwykle istotnych.
Obraz 1975 roku jest nieco rozmyty przez nadchodzącą falę disco: Donna Summer, KC & The Sunshine, LaBelle, „Satruday Night Live” a do tego jeszcze Bay City Rollers. Można by ten czas pominąć, gdyby nie Led Zeppelin, Queen, Bruce Springsteen, Aerosmith no i debiut The Sex Pistols.
„Life Aid” przyćmiło medialnie wszystko, co wydarzyło się w 1985 roku. Madonna epatowała wątpliwym dziewictwem, Dire Straits oczarowali wrażliwością „Brothers In Arms” (na CD!), Sting zadebiutował jako solista, pojawiła się Whitney Houston. 31 grudnia w katastrofie samolotowej zginął Rick Nelson, jeden z pierwszych rockandrollowców.
W 1995 roku pojawiła się Alanis Morissette, Robbie Williams opuścił Take That, odszedł Jerry Garcia a największym hitem okazała się pieśń Springsteena „Streets Of Philadelphia”.
A w ubiegłym roku powtórka z histori: Live 8, powrót Kate Bush, Santana i The Rolling Stones deja vu, upadek Maichaela Jacksona.
Żegnam Państwa staroświeckim uszanowaniem!
Jan Chojnacki