Niezwykle ożywioną i godna najwyższej pochwały aktywność na polu krzewienia rodzimych bluesowych nutek prowadzi ostatnio katowicki Metal Mind Productions. Tomek Dziubiński ma jaźń w tajemnych proporcjach podzieloną pomiędzy żelaznym gitarowym młotem a śląską tradycją, do której przecież granie bluesa należy. Dzięki MM odżyła pełna dyskografia SBB, powróciły niesłusznie zapomniane nagrania Krzaka, docierają do nas aktualne realizacje Jana „Kyksa” Skrzeka a teraz, ku mojemu zadowoleniu, objawiła się kompilacja dokonań wrocławskiej Recydywy („Recydywa” – Metal Mind Productions).
Nie mogę, niestety, dzielić tego zadowolenia z twórcą i liderem Recydywy – Andrzejem Pluszczem, który odszedł od nas na zawsze w zimną grudniową noc ubiegłego roku. Postać to znacząca dla polskiego rocka, bluesa i jazzu. Urodzony w Krakowie, muzycznie związany był nierozłącznie z Wrocławiem jako czołowy uczestnik takich legendarnych już dziś przedsięwzięć jak: Crash, Nurt, Pakt, Spisek Sześciu czy Romuald i Roman. Recydywę powołał do życia w 1985 roku i wkrótce okazało się, że to przypadkowo powstałe trio jest jedną z największych atrakcji rodzimego blues-rocka. Takie polskie ZZ Top. Poza Andrzejem, który śpiewał i grał na basie zespół tworzyli: Alek Mrożek – gitara i Irek Nowacki – perkusja. Andrzej miał do swojego śpiewania zdrowy stosunek – nazywał je ryczeniem. Tym ryczeniem potrafił jednak tchnąć, jak to mówią, nowego ducha w stare numery. Takim sposobem uaktualnił wdzięcznie „Jenny” Mayalla („Blues For Annie”) czy słynną „Lucziję” Michaja Burano („Lucyna”). Koncertowe wersje tych i pięciu innych utworów znalazły się na debiutanckim albumie „Recidive In Concert” (Poljazz, 1986) a teraz stanowią trzon kompilacji Metal Mindu. Resztę wypełnia znaczny fragment studyjnego albumu „Równowaga strachu” (Muza, 1986), ze świetną piosenką Andrzeja Mogielnickiego „PKP” oraz dwa ostatnie nagrania zrealizowane przez Recydywę w 2003 roku: „Kac gangstera” i „Bez kobiety”.
Dla mnie nostalgiczne wspomnienie wspólnych występów estradowych, jam sessions i after jams. A dla wszystkich, którzy nie mieli żywego kontaktu z Recydywą to będzie prawdziwe odkrycie. Niestety, już bez recydywy.
Jan Chojnacki