Jam bands to bardzo specyficzna kategoria wykonawców szeroko rozumianego rocka, całkowicie pomijana we współczesnych radiach komercyjnych. Nie dziwota, bo przecież z definicji taki zespół „dżemuje” czyli gra długie, w znacznej części improwizowane numery, czasami, o zgrozo, lekko jazzujące. Pionierskim jam bandem było trio Cream, a legendę tej estetyki utrwaliły zespoły Grateful Dead i The Allman Brothers Band. Dziś jam bandy nadal mają zastępy wiernych fanów wywodzących się głównie z rejonów post-hipisowskich. Jest to jednak tradycja zakorzeniona głównie z Ameryce, choć i w naszej części świata można spotkać takich cudaków, jak chociażby nasz nomen-omen Dżem.
Nie o Dżemie jednak będzie, a o jednym z wiodących amerykańskich jam bandów czyli o Gov’t Mule. Zespół niedawno odwiedził Polskę (12 lipca grał w warszawskim Palladium) a w ubiegłym tygodniu odbyła się amerykańska premiera jego nowego albumu „High & Mighty” (ATO), który polski dystrybutor Rock Servis udostępni nam 3 września. Płyta zawiera 12 nagrań tradycyjnego gitarowego rocka stanowiących tło dla zdecydowanie męskiego wokalu Warrena Haynesa. Muzyka GM skupia w sobie najlepsze tradycje Cream, Free, Led Zeppelin, Deep Purple, RHCP, leciutko oscylując chwilami stronę southern rocka. Pojemność płyty CD uniemożliwia muzykom szaleństwa improwizacyjne. Najdłuższy, podlany reggae numer „Unring The Bell” trwa ledwie 8 minut! Ale i tak wszystkie partie instrumentalne dają świadectwo żywej interakcji miedzy muzykami. Ta, wszakże, rozwija się w pełni dopiero podczas koncertów. Mieliśmy tego dowód podczas wspomnianego koncertu w Warszawie. Kto na nim nie był może sięgnąć do zasobów sieci www i na stronie GM odnaleźć zakładkę z rejestracją tego wydarzenia a następnie za ok. 40 zł utrwalić je na własnym twardym. Gov’t Mule, bowiem, wzorem większości jam bandów, rejestruje wszystkie swoje koncerty i stawia je do dyspozycji fanów w internecie.
Wiszą więc w sieci tysiące gigabajtów i kuszą maniaków, którym coraz bardziej brakuje czasu na inne przyziemne zajęcia. O czym osobiście coraz częściej się przekonuję.
Jan Chojnacki