Moi najbliżsi mają ze mną świąteczny problem. Wiedzą, że największą przyjemność sprawiłaby mi jakaś trudnodostępna płyta. Ten trop eliminuje jednak efekt niespodzianki, bo tylko ja orientuję się, co w tej sferze jest trudnodostępne. Nawet jednak, gdyby jakiś cwaniaczek podszedł mnie i podstępem wydobył informację o czym marzę i tak okazałoby się, że tylko ja wiem, gdzie to cudo zdobyć. W związku z tym prezenty płytowe robie sobie sam i dobrze się z tym mam. Ta tradycja jest już wielowiekowa, bo utrwaliła się na przełomie dwóch stuleci.
Właśnie uświadomiłem sobie, że spośród tych kilkudziesięciu już świątecznych autoprezentów najważniejszym, najbardziej zasłużonym w trudnej pracy dyskdżkoeja i chyba najciekwszym był jeden z najwcześniejszych – wydany w 1985 roku box Dylana „Biograph” (CBS). Pudło w formacie analogowego LP zawiera 3 CD (52 nagrania) obejmujące twórczość śpiewającego poety z lat 1962 (od debiutu „Bob Dylan) – 1981 (do albumu „Shot Of Love”). Większość z tych nagrań to utwory pochodzące z oficjalnych albumów Dylana, ale 20 to wersje singlowe, koncertowe lub wcześniej niepublikowane. Do tego 36-stronicowy booklet w tym samym formacie z bardzo interesującym esejem na temat życia i twórczości Boba, bogato ilustrowany zdjęciami, także tymi z rodzinnej intymności artysty. A na dodatek 12-stronicowa broszura zawierająca opisy i autorskie komentarze twórcy do wszystkich nagrań. Jedyny dostępny w Warszawie egzemplarz tego cuda nabyłem w sklepiku Edmunda Berga przy Stołecznej za jakąś absurdalnie wysoką, ja na owe czasy, cenę. Ale nie żałuję. Powracam do „Biograph” kilka razy w roku i zawsze odkrywam nowe perełki.
Wydawnictwo to uważane jest także za jeden z pierwszych tzw. „box-sets”, czyli edycji prezentujących przekrój twórczości artysty, zespołu czy gatunku muzycznego, nie ograniczających się jednak do „best of” ale prezentujący ich dorobek w szerokim spektrum. „Biograph” ukazał się w zremasterowanej postaci w 1997 roku w mniejszym formacie zbliżonym do CD i nadal jest dostępny sieci (za całkiem przyzwoite już pieniądze). Gdyby ktoś z Was chciał sobie lub komuś zrobić dylanowy prezent polecam dołączyć do boksu wydane w tym roku „Moje Kroniki” Dylana (Wydawnictwo Dolnośląskie) w tłumaczeniu Jacka Sikory. Pasjonująca lektura, a wzbogacona o możliwość kontaktu z muzyką pozwalająca zrozumieć twórczość jednej z najważniejszych postaci współczesnej popkultury, a może i współczesności w ogóle.
Jan Chojnacki