Archive for Styczeń, 2007

BLUES CORNER 156

Tak zwane „box editions” to radość i utrapienie kolekcjonerów. Radość – bo miło mieć na półce estetyczne pudełko. Utrapienie – bo miejsca coraz mniej a w pudełku w zasadzie wszystko to, co już mamy oraz raptem parę bonusów.
Są wszakże chlubne wyjątki, do których należy wydany niedawno box „Irek Dudek, Anthology 1976-2006” (Metal Mind). Estetyczne czarne pudełeczko zawiera 11 płytek, z których aż cztery to zupełne premiery. Po pierwsze składanka zatytułowana „Niepublikowane”, zawierająca cztery dosyć nieporadne, ale istotne historycznie nagrania legendarnej Apokalipsy (Dudek, Borysewicz, Rękosiewicz, Surzyn, Wilczek) oraz różności radiowo-koncertowe z lat 1982-2003. Po drugie – „Irek Dudek Big Band”, na której znalazły się bogato zaaranżowane przez Bronka Dużego koncertowe wersje bluesów ze słynnego „No 1”. Po trzecie – „Irek Dudek Symphonic Blues”, czyli pełna rejestracja jednego z najlepszych dudkowych koncertów z festiwalu Rawa Blues 1996 (z erudycyjną zapowiedzią konferansjera Chojnackiego). I po czwarte – „Swing Revival, Shakin’ Dudi Orchestra” – jedyny w naszej ojczyźnie koncertowy album neoswingowy. Do tego w pudełeczku znajdziemy także 7 „katalogowych” płyt Dudka/Shakin’ Dudiego/The Dudis, a każda z nich wzbogacona o kilka bonusów. No i jeszcze dwudziestoczterostronicowa, bogato ilustrowana broszurka ze świetnymi „liner notes” Marcina Babko. Lećcie szybko do najbliższego kramiku z płytami, bo to cudo wydano w limitowanym nakładzie ledwie 1000 egzemplarzy!
I na koniec wyrazy uszanowania dla Metalowego Dziubińskiego, którego Metal Mind jest w XXI wieku najważniejszym propagatorem rodzimego bluesa.
Blues z Tobą – Tomaszu!

Jan Chojnacki

BLUES CORNER 154

Majors różnią się od Indies nie tylko wielkością. Jak sama nazwa wskazuje dają swoim artystom więcej swobody i niezależności twórczej. Maja też odmienną politykę wydawniczą. Podczas, gdy wielcy ścigają się zazwyczaj w czwartym kwartale niezależni mają swoje indywidualne sezony. Właściciel chicagowskiego Alligatora, jednej z najważniejszych współczesnych wytwórni bluesowych – Bruce Iglauer uważa na przykład, że połowa stycznia to bardzo dobry czas na nowalijki. W tym roku pchnął w tym terminie na rynek dwa wynalazki.
„State Of Grace” to ósmy już album w dorobku tria The Holmes Brothers: braci Wendella i Shermana Holmesów oraz spowinowaconego z nimi wyłącznie muzycznie Popsy Dixona. Zakontraktowani przez bluesowego wydawcę i szanowani przez blues fanów wykraczają w swych produkcjach daleko poza ramy gatunku. Bardziej chyba właściwa byłaby tu modna w USA kategoria „americana”, sygnalizująca związki z szeroko pojętymi korzeniami muzyki Ameryki Północnej. Na „State Of Grace” jest właściwie tylko jedno stricte bluesowe nagranie – kompozycja Wendella „Standing In The Need Of Love”. Pozostałe 13 numerów oscyluje pomiędzy gospel („Those Memories Of You”), country-soul („I Can’t Help It If I’m Still In Love With You”) i folkiem (“What’s So Funny ‘bout Peace, Love And Understanding”). Są też ambitne przeróbki popowych przebojów sprzed lat: utrzymana w klimacie cajun “Bad Moon Rising” Johna Fogertty’ego czy zaaranżowana na gospelową balladę „I Want You To Want Me” Cheap Trick. W osiągnięciu zamierzonego efektu pomagają Braciom znakomitości rożnych gatunków: Rosanne Cash, Joan Osborne czy Levon Helm. Można bedzie do tej płyty wracać.
Nie mam, natomiast, pewności, czy wrócę jeszcze do albumu Coco Montoy’i „Dirty Deal”. Niby do niczego nie można się przyczepić: solidna, blues-rockowa gitara, świetni muzycy (m.in. Paul Barerre i Bill Payne – ex Little Feat), niezły dobór repertuaru (kompozycje Otisa Rusha, Alberta Collinsa czy Johnny’ego Copelanda), przyzwoita dynamika nagrania… Ale Montoya należy niestety do dobrych gitarzystów, których, trawestując peerelowskie powiedzenie, można zaliczyć do gatunku: „dobry gitarzysta, ale śpiewający”. Ten jego wokal, choć czysty, jest tak bezbarwny, że przelatuję poszczególne nagrania „na szybkich” byle dotrzeć do instrumentalnej solówki. Kciuk w dół.
Ale za tydzień oba kciuki będą w górę i będę je lizał. Zajmiemy się nowym dziełem pt. „Ten Days Out… Blues From The Backroads”. Firmuje je Kenny Wayne Shepherd.

Jan Chojnacki

BLUES CORNER 155

„Pięć lat kazał czekać na nowy album Kenny Wayne Shepherd. To kawał czasu w życiu dwudziestosiedmiolatka. Wszystko wskazuje też, że nie był to czas stracony. Choć puryści poczują się pewnie zawiedzeni – „The Place You’re In” (Reprise) jest płytą czysto rockową. Ja nie mam o to żalu do Shepherda. Z tym podejściem do gitarowego rzemiosła jest bliższy RHCP i Kid Rockowi niż Stevie Ray Vaughanowi, idolowi wczesnej młodości. Znać też ręce producentów: Matti Frederiksena (Aerosmith, Zucchero, Pink) i Andy’ego Wallace’a (Faith No More, Slayer, Sepultura). Martwię się tylko, czy nisza „guitar oriented rock” jest wystarczająco obszerna, by KWS mógł poszaleć ze swym wiosełkiem?”
Zauważyli Państwo cudzysłów i kursywę? To jest cytat. Z klasyki. Tak pisał w dziele „Blues Corner 89” w grudniu 2004 roku Jan Chojnacki. I prorocze były to słowa. Album „The Place You’re In” nie przebił się do pierwszej setki Billboardu a blues fani w ogóle nie zwrócili na niego uwagi. Minęły z górą dwa lata i Kenny powrócił do świata bluesa z fantastycznym wydawnictwem „10 Days Out … Blues From The Backroads” (Reprise) zawierającym z CD 15 nagraniami i DVD z filmem, który dokumentuje proces powstawania tych nagrań.
Kenny wraz z producentem Jerrym Harrisonem (tym od Talkin’ Heads!!) i słynną sekcją rytmiczną Double Trouble (tą od Steviego Raya Vaughana) zorganizował programowo sentymentalną a jednocześnie muzycznie odkrywczą trasę szlakiem swym bluesowych fascynacji. Zaczęli do Nowego Orleanu, gdzie zagrali z Bryanem Lee i Clarencem „Gatemouth” Brownem. Stąd wyruszyli do rodzinnego miasta KNW – Shreveport, by z Buddym Flettem wykonać jam session przy grobie Leadbelly’ego. Następnie koncert w Indianola, miejscu, gdzie urodził się B.B. z samym Królem w roli głównej. A dalej: Alabama, Północna Karolina, Missouri i Kansas i kolejne jam sessions, także z zespołami Muddy’ego Watersa i Howlin’ Woolfa. Słuchałem i oglądałem z otwartym pyskiem. Ta relacja powala swoim autentyzmem i zachwyca emocją przekazu. U blues fana wyciśnie łzy a u blues-neofity spowoduje zawirowanie świadomości. Prawda czasu, prawda pulsu, prawda ekranu.
„10 Days Out..” – obowiązkowo!

 

Jan Chojnacki

BLUES CORNER 153

Mniej więcej miesiąc po ogłoszeniu nominacji do nagród Grammy, w pierwszych dniach stycznia polska branża muzyczna otrzymuje z Akademii Fonograficznej listę wydawnictw, które mogą się ubiegać o nominacje do Fryderyków. Już pierwszy rzut oka na zestaw otrzymanych dokumentów (otrzymuję, bo jestem branża) przywołuje bardzo optymistyczną refleksję. Otóż polski rynek muzyczny jest tylko 8,3 razy mniejszy od amerykańskiego. Read the rest of this entry »