Już dziś wieczorem (wtorek, 25 września) nasz ulubiony Instytut Pamiątek opublikuje odcinek pierwszy swoich list. Redakcja Blues Cornera nie pozostanie w tyle. Oto nasza lista na koniec lata:
Joe Bonamassa – „Sloe Gin” (J&R Adventures)
Najbardziej dojrzały album zaledwie trzydziestoletniego fenomena elektrycznej gitary. Niegdyś podopieczny legendarnego Toma Dowda teraz skojarzył się z Kelvinem Shirleyem (Black Crowes, Dream Theatre, Iron Miaden, Silverchair). Efekt bardziej rock/bluesowy niż blues/rockowy. Ale mnóstwo dobrej muzyki popartej wysmakowanymi aranżacjami i starannym doborem repertuaru. Świetne, oryginalne wersje kompozycji Chrisa Whitleya (“Ball Peen Hammer”), Johna Mayalla (“Another Kind Of Love”) czy Charlesa Browna (“Black Night”) a ballada “Seagull” (Rodgers/Ralphs) spokojnie nadaje się do włożenia na popołudniową playlistę. Jeżeli nie znacie, to pokochacie Bonamassę!
Travis Tritt – „The Storm” (Category 5 Records)
Co w Blues Cornerze robi artysta klasyfikowany jako country albo w najlepszym wypadku „new traditionalist” (wraca nowe?). Odpowiadam, że robi swoje i to dobrze. Bo dla mnie Travis jest najbliższy southern rocka! „You Never Take Me Dancing”, które otwiera ten album jest wzorcowym nagraniem dla współczesnej muzyki amerykańskiego południa: nowocześnie zaaranżowane a jednocześnie wierne kołyszącej tradycji. Do tego znakomici muzycy w studiu: Vinnie Colaiuta, Mike Finnigan, Charlie Daniels, Kenny Wayne Shepherd… Kocham takie country!
L.A. Blues Alliance – „What A Life” (Babyree Records)
Bardzo przyjemna niespodzianka. Mike Post – znakomity kompozytor muzyki do słynnych amerykańskich seriali i wieloletni producent Andy’ego Williamsa jako animator bluesa! Prosty pomysł: dobrze sprawdzone standardy („T.V. Mama”, „I Walk The Line”, „Money Honey”, „Who’s Been Talkin’”) w wykonaniu śmietanki muzyków Zachodniego Wybrzeża (Keb’ Mo, Sonny Landreth, W.G. Snuffy Walden, Mike Finnigan…). Prosty i świetnie zrealizowany. Niby wszystko wiadomo, a nie ma ani chwili nudy. Już czekam na kolejne okołobluesowe produkcje Mike’a Posta.
Duke Robillard’s Word Full Of Blues (Dixiefrog)
Dwupłytowy album, 23 nagrania. Duke spełnił tym samym marzenie, żeby na jednym albumie zawrzeć cały swój bluesowy świat. Fani swingowej gitarowej tradycji będą zachwyceni, neofitów pewnie znudzi. Ja należę do tych pierwszych i z lubością nurzam się w przepełnionych swingiem dźwiękach. Słyszę, że Duke miał ogromną przyjemność pracy w studiu. W takich momentach zazdroszczę prawdziwemu artyście. Bozia, niestety, nie daje po równo.
Jan Chojnacki













