„The Night Time Is The Right Time”! Nie tylko przysłowia są mądrością narodów. Także szlagworty niektórych standardów muzyki rozrywkowej. Słuszności hasła, że noc jest właściwym czasem doświadczyłem podczas ubiegłego weekendu. Duch mój doznał rozkoszy a ciało niezwykłego odprężenia.
        Powyższy teaser jest wstępem do krótkiej opowieści o jam session, którego świadkiem byłem w restauracji hotelu Novotel (dawniej Warszawa) w Katowicach. Od razu uprzedzam, że nie jest to standard usług tego przybytku. Wspomniane jam session było ukoronowaniem tegorocznej, XXVII edycji festiwalu Rawa Blues. Mniej zorientowanym podaję też definicję „jam session”: nie poprzedzone próbą i nieformalne zgromadzenie muzyków w celu wspólnego improwizowania.
        Wieloletnią tradycją Rawy Blues jest uczestniczenie wszystkich krajowych i zagranicznych wykonawców w improwizowanych nocnych koncertach w kilku katowickich klubach. Ja sączyłem moje nocne piwko przy muzycznej ekstrawagancji w wykonaniu członków zespołów Storm Warning (GB), Asylum Street Spunkers (US), Shakin’ Dudi (PL) i muzyków towarzyszących Janivie Magness.

night-jam.jpgZrazu nieśmiało, a w miarę upływu czasu i płynów, niemal wyrywając sobie instrumenty, tych kilkunastu muzykantów bawiło siebie i słuchaczy przez 5 nocnych godzin. Standardy przeplatały się z pastiszami a solówki z wymianami fraz. I nie wiem, kto bawił się lepiej: oni na estradzie, czy my przy stolikach. W takich momentach bardzo zazdroszczę wszystkim, którzy potrafią wykrzesać właściwe dźwięki ze swych instrumentów, bo siedzieć przy szklaneczce umiem bardzo dobrze.
        Jeżeli usłyszycie gdzieś hasło „jam session” odkładajcie inne zobowiązania i oddajcie się magii improwizacji. Żadna inna dziedzina sztuki nie stwarza tak elektryzującej sytuacji. Tylko muzyka!
 

Jan Chojnacki