Niezbadane są wyroki Akademii! Jubileuszowa gala Grammy Awards wprawiła mnie w oszołomienie. Nie tylko oprawą scenograficzną i choreograficzną (doskonały materiał poglądowy dla producentów „Tańca z gwiazdami”) ale przede wszystkim nagrodą w najważniejszej kategorii .
Najlepszym albumem roku decyzją Akademii ogłoszono “River: The Joni Letters” (Verve) Herbiego Hancocka. To jakieś horrendum! Jedna z najnudniejszych płyt ubiegłego roku! Nudna swoją hipedoskonałością i niemożliwie przekombinowana. Akademicy dali się jednak nabrać na wielkie nazwiska: Hancock, Joni Mitchell, Tina Turner, Norah Jones, Corinne Bailey Rae nie zauważając, że w tym samym niemal czasie ukazał się świetny album samej Joni Mitchell. Ciekaw jestem jaki procent uczestników tego szacownego grona posłuchał obu tych albumów w całości? Coś mi się też wydaje, że głosowanie na Hancocka było w tym roku towarzysko obowiązujące. Ale taka jest akademicka rzeczywistość. Znamy ją i tu, lokalnie. Przekonamy się już wkrótce. Nadchodzą Fryderyki!
To dzieło z cyklu „ocalić od zapomnienia”, rejestracja koncertu z udziałem żywych legend amerykańskiego bluesa. Najmłodszy z tych muzyków miał w chwili nagrania 90 lat! Zachwyt, jaki wzbudza niezwykła żywotność tych ikon nie do końca pokrywa się z oceną ich współczesnych możliwości interpretacyjnych, zwłaszcza wokalnych. I znów, jak sądzę, na werdykcie Akademii zaważyła magia zjawiska pozamuzycznego. Ale właśnie pisząc te słowa doszedłem do wniosku, że może na tym polega mądrość Akademii. Niech wartościami czysto warsztatowymi i wirtuozerskimi zajmują się krytycy, a Akademia ocenia wyjątkowość samego wydawnictwa, fonogramu. Wszak to Akademia Fonograficzna. Co Państwo na to?
Nagrodę odebrał wprawdzie twórca projektu graficznego okładki pan Masaki Koine (Polak niekonieczny), ale wśród wykonawców tego poczwórnego CD-boxu znaleźli się: Michał Urbaniak,
