Już ponad 10 lat temu popularny ilustrowany magazyn niemiecko-muzyczny wydawany w III Rzeczpospolitej nazwał mnie „nestorem polskiej sceny muzycznej”. Teraz więc „matuzalem” byłoby najtrafniejszym epitetem. Ledwie żywa legenda? Przedostatni Mohikanin? Ostatnimi laty mam swoje pięć minut w rocznicę koncertu Stonesów w Sali Kongresowej. Telefon dzwoni cały dzień a kiedy odbieram słyszę głos zachwyconej redaktorki: Panie Janie, jak się cieszę, że jeszcze pana słyszę! Czy pamięta pan, co się wydarzyło 13 kwietnia 1967 roku?
A w sprawie recenzji odsyłam do twórczości redaktorskiej młodzieży, nieskażonej smrodem dydaktyzmu.