„Uprawiana przeze mnie podkasana muzyka niepoważna, jak nazwał ją Roman Waschko, zaczęła poważnieć w takim tempie, że w połowie wspomnianej dekady (chodzi o lata siedemdziesiąte – przyp. JCH) wyrżnęła czołowo w ścianę niezrozumienia ze strony wielu dotychczasowych zwolenników mojego papugowania” („Niemen od początku”, Polskie Radio 2003).
Czesław Niemen był nie tylko mistrzem skomplikowanego ornamentu wokalnego, ale także stosował go w swoim piśmiennictwie. W przywołanym wyżej cytacie chodzi o to, że na pewnym etapie rozwoju jego muzyka przestała być odbierana przez przeciętnego słuchacza. Ten stan rzeczy frustrował Czesława, jak każdego chyba twórcę, którego odbiorca nie rozumie. No właśnie: czy to świat nie rozumie artysty, czy artysta nie rozumie świata?
Ani jedno, ani drugie. Tę mądrość ugruntowałem w sobie wczoraj, w siedemdziesiątą rocznicę urodzin Niemena. Postanowiłem w moim internetowym radyjku (www.radiobaobab.pl) przedstawić cięgiem całą dyskografię Artysty, czyli dwadzieścia parę płyt, czyli ponad 16 godzin muzyki bez przerwy. Mogę sobie pozwolić na takie szaleństwo, bo słupki mam gdzieś a misję bardzo osobistą. Ponieważ jestem poważnym redaktorem przesłuchałem te pigułę w samotności i dopiero, kiedy upewniłem się, że to ma sens nacisnąłem klawiszek odkodowujący stream. Ten maraton z muzyką Czesława uprzytomnił mi raz jeszcze, jak niezmiernie bogatą wyobraźnię muzyczną miał ten człowiek. Ale zrozumiałem też coś więcej: skupienie i intymny kontakt z taką sztuką pozwala na jej pełne zrozumienie. A zrozumieć to polubić, a może nawet pokochać.
I wracam do mojego naiwnego pytania z poprzedniego akapitu: czy świat nie rozumie artysty, czy artysta nie rozumie świata? Rzecz nie w zrozumieniu a w poświęceniu się świadomemu odbiorowi. No ale gdzie na to czas między praniem kolorów, kolejką na poczcie, przeglądaniem raportów giełdowych, wieczorną grą miłosną…? Na tak postawione pytanie to dopiero nie ma dobrej odpowiedzi.
Jan Chojnacki