Archive for Marzec, 2009

BLUES CORNER 203 – 3 marca 2009

To był bardzo dobry luty! Nie mam środków na funduszach, nie zaciągnąłem kredytu we frankach szwajcarskich, giełda mi wisi, nie grozi mi zbiorowe zwolnienie, z grypy wyszedłem bez powikłań, udało mi się nie zgubić rękawiczek i po raz pierwszy w życiu podciągnąłem się na drążku z pełnego zwisu do brody nachwytem! Pełni szczęścia dopełniły dwie cudne płytki, które przyszły na świat właśnie w lutym. One to nasączyły mnie tym, co powinno wypełniać ducha i ciało dojrzałego mężczyzny – swingiem!

Jak mawia uczony w teorii i praktyce muzycznej Wiesio Pieregorólka: swing jest wtedy, gdy perkusja przyspiesza a bas zwalnia (albo na odwrót, już nie pamiętam). Jako amator całkowicie podzielam tę definicję uzupełniając ją na indywidualne potrzeby takim oto spostrzeżeniem: swing jest też wtedy, gdy muzyczka sprawia, że organizm mi się gibie, pysk się uśmiecha a oko jaśnieje. Tej muzyczki słucham z profesjonalnego przyzwyczajenia nadal sporo, ale w ostatnich dekadach bardzo rzadko wywoływała ona u mnie przywołane powyżej zjawiska emocjonalno-fizjologiczne. Aż tu nagle, teraz w lutym, na przestrzeni trzech tygodni – dwa świetne CD swingulasy!

Jeżeli w ogóle ktoś czyta moje wypracowania i oczekuje teraz, że na podstawie dokonanej przeze mnie dogłębnej analizy zawartości tych płyt zrozumie na czym polega tajemnica swingu, to niestety się myli, a ja go za to bardzo przepraszam. To sprawa zbyt osobista. Jedyną metodą by sprawdzić, czy swing działa  jest poddanie mu się bez uprzedzeń. Jeżeli dźwięki ukołyszą i dodadzą animuszu – swing jest.

Najlepiej sprawdzić to na przykładzie moich lutowych faworytów:

willie-and-the-wheel1

Willie Nelson & Asleep At The Wheel „Willie and The Wheel” (Bismeaux Records)

oraz

roll-on-jj2

J.J. Cale “Roll On” (Rounder)

 

Jan Chojnacki

BLUES CORNER 201 – TOAST DLA RNL

Gdyby mierzyć ciężar gatunkowy moich tekstów zamieszczonych łaskawie przez Redakcję na łamach RNL liczbą komentarzy, to absolutnym liderem jest przepis na poświąteczny bigos. Z okazji jubileuszu postanowiłem napisać też coś bardzo popularnego a więc o jedzeniu i popijaniu. Krótko mówiąc – to jest moja propozycja menu bankietu z okazji dwusetnego wydania RNL.

Menu tak proste i kołyszące, jak prosty i kołyszący jest blues: Blues Stew (czyli Blues Bigos) i Caribbean Blues Cocktail. Obie pychotki rodem z Luizjany. Żeby mieć lepszą orientację w sytuacji zacznijmy od napoju.

Caribbean Blues Cocktail: kieliszek wódki, pół kieliszka Blue Curacao, pół kieliszka wytrawnego wermutu i pokruszony lód. Zamieszać równo i delikatnie w szklaneczce i natychmiast wypić. Powtórzyć raz, dwa albo ile komu potrzeba.

Blues Stew (oryginalny tekst Neal, Greenlee, Payne, z albumu “Walking on Fire” (Alligator Records, 1991), wykonawca Kenny Neal:

Little bit of heartache, a little bit of pain
A little bit of sunshine, a little rain
Stick it in a pot, then you make a rue
That's all you need to do, when you makin' a blues stew
 
A little bit of harp, a little guitar
Throw in a bass, and give me twelve bars
Stir it in a pot, that's all you got to do

That’s the recipe y’all, when you make a blues stew!

 

Kołyszmy się z Aliną i Czesławem

A osiągniemy raj niebawem!

 

Jan Chojnacki